Usłyszał płacz.
– Stary, ja na co dzień gram w Minecrafta. Rozjechanie z rzeczywistością to mój stan domyślny.
Ściany jego pokoju zafalowały. W pierwszej chwili pomyślał, że to migrena – za dużo godzin przed monitorem. Ale potem dywan zniknął. Biurko rozpłynęło się w piksele. Nawet kubek z zimną kawą rozsypał się na pojedyncze, wirujące trójkąty.
Odwrócił się. Tam, gdzie powinno być puste niebo, stał on. Gigant branzy 4.0 -wczesny dostep-
Nacisnął Enter.
– Już wychodzę.
– Wchodzimy na serwer – powiedział Gigant. Usłyszał płacz
Nie wirtualnej. Nie w Minecraftcie. Coś pośrodku. Platforma była zbudowana z półprzezroczystych niebieskich kafelków, a pod nią – zamiast ziemi – ciągnęła się nieskończona siatka kodu, tak gęsta, że sprawiała wrażenie głębokiej wody.
– Masz może… formularz zgłoszeniowy w PDF?
Gigant Branzy zrobił krok do przodu. Platforma zatrzeszczała. Ściany jego pokoju zafalowały
– Nikt nie chce testować – wyjąkał gigant. – Każdy czeka na pełną wersję. A ja… ja mam tylko trzy bugfixy do końca miesiąca. Jeśli nie znajdę testerów, usuną mnie z kodu. Zastąpią mnie Gigantem 5.0. Z AI.
Gigant Branzy podniósł głowę.
Odwrócił się. Gigant Branzy 4.0 stał w tym samym miejscu, ale jego diamentowy miecz wisiał bezwładnie, a z pikselowych oczu spływały maleńkie prostokąty łez.
– Gigant Branzy – szepnął Brandon.